środa, 27 maja 2026

Bo koń z Valony mocno pokopał...

 Hejka Kochani!!! 

Dawno mnie może tu nie było co nie oznacza,że tu nie wchodzę wcale ale opowiem Wam jak dalej potoczyły się moje losy i ten koń z Valony. Życie płynie a czas nie jest dla mnie zbyt łaskawy i działa na moją niekorzyść. Co takiego działo się u mnie jak i co mi zrobiły Dunry przeczytacie tu i teraz...

Nie, to nie była podróż po marzenia. To był koszmar jak z horroru a Dundry moim zdaniem jak i zdaniem moich Fanów byli nie na prawie. Zakończyłam tę przygodę z Dundrami póki się ją w porę skończyć dało i straciłam tylko na tym 550 zł o czym wiedzą już tylko nieliczni. Może i przysłowiowego konia mi darowano ale naprawdę szybko pożałowałąm takiego "prezentu". Nie nie było to żywę zwierzę ale użyłam przenośni. Tak jak i w tym przypadku o darowanego konia trzeba było dbać-także i fizycznie ale będę szczera-poszło mi z Dundrami o WF!!! Nie pomagało nic,że jestem osobą z niepełnosprawnością jak i,że po godzinie 17 chodzę zwykle spać bo biorę leki i jestem ospała jak je wezmę ale nie-gdzieżby:Dundry potraktowały mnie mimo to jak kogoś kto może korzystać w pełni z ich usług i działań i kazano mi ćwiczyć na WF-ie jak jakiemuś dziecku z nadwagą!!!

No i zrezygnowałam z takiego konika w porę. Niechaj sobie edukują młodych jak i sprawnych bo ja nie należę ani do jednych ani do drugich. Tak więc nie wiem czy szukać jeszcze gdzieś indziej szczęścia czy darować sobie całkiem pewne kwestie. No i tak jest-siedzę w domu dalej i oglądam TV i wyjeżdżam tylko wtedy kiedy muszę naprawdę coś pozałatwiać na mieście a Dundry prężnie sobie działąją jak i dalej nawinych szukają i wciskają im tego konia z Valony...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz